Cześć!

Na swym blogu dzielę się metamorfozami moich podopiecznych, jednak dotąd nigdy nie pokazałam, jak moja przemiana wyglądała. Tak naprawdę nigdy wcześniej nie było ku temu wystarczającej motywacji, gdyż nie zaczynałam budowania swojej sylwetki od zera. Teraz, po ciąży, sytuacja uległa całkowitej zmianie.

Mogłabyś powiedzieć, że mnie, jako osobie od zawsze zajmującej się sportem i zdrowym stylem życia, jest łatwiej i to raczej normalne, że chcę wrócić do poprzedniej sylwetki. Jednak zaznaczę, że jestem tylko człowiekiem i czas, podczas którego musiałam porzucić intensywne siłowe treningi był dla mnie ogromnym wyzwaniem. Tak, jak i to, co miało miejsce później.

Przez całą ciążę dbałam o to, co jem, jednocześnie będąc bardzo aktywną. Wykluczyłam pewne ćwiczenia, a z upływem miesięcy też pewne rodzaje aktywności fizycznej, które na samym końcu miały postać tylko i wyłącznie spacerów. Nie miałam w ciąży tak zwanych „zachcianek”, gdyż starłam się kontrolować swoją dietę, ale przestałam liczyć kalorię i jadłam „na oko” do momentu sytości. Bywały dni, kiedy nie miałam totalnie na nic ochoty (zdarzały się niestety całkiem często) i właśnie w takich chwilach starałam znaleźć w sobie motywację, aby zrobić cokolwiek aktywnego. Nawet najmniejszy ruch.

I wiesz co? Zawsze mi to pomagało.

Bywały też momenty, kiedy potrafiłam odpuścić w mojej głowie i treningiem było dla mnie leżenie na łóżku i słuchanie relaksacyjnej muzyki. Nigdy wcześniej bym nie pomyślała, że odpuszczenie przyjdzie mi tak łatwo! Jedna myśl jednak była ze mną codziennie: im więcej razy odpuścisz, tym trudniej będzie Ci wrócić.

jak ciąża wpływa na kobietę

Dlaczego dzielę się tutaj krokami mojej metamorfozy? 

Szczerze? Taka publikacja inspiruje mnie do działania i do szukania sprytnych rozwiązań na uporządkowanie swojego życia w całym tym chaosie, który mnie otacza. Motywuje mnie do lepszej organizacji dnia, a w szczególności do mojej pracy, czyli zainspirowania innych do rozpoczęcia zdrowego stylu życia.

Chcę, abyś zobaczyła, że mi też nie jest łatwo, również mam słabsze dni i także czasem bez powodu chce mi się płakać. Codziennie dokonuję wyborów, co zrobić w pierwszej kolejności, jednak są to przejściowe momenty i najważniejsze jest to w co głęboko wierzymy, a ja wierzę, że wszystko da się poukładać. Czasem trzeba odpuścić coś kosztem czegoś innego i właśnie o tym zamierzam Ci opowiedzieć.

 

Tydzień 0 – 5

Po porodzie aż do końca 5 tygodnia nie robiłam nic oprócz spacerów. Na samym początku ciąży obiecałam sobie, że nie rozpocznę aktywności fizycznej, dopóki nie uzyskam pozwolenia od mojego lekarza ureginekologa i terapeuty mięśni dna miednicy (opowiadałam o tym też we wpisie „Cała prawda o ciąży”). Uwierzcie mi, że z moim zaparciem i uwielbieniem do sportu musiałam się na to przygotowywać blisko przez 8 miesięcy, ponieważ kiedy tylko poczułam się lepiej, od razu chciałam zacząć ćwiczyć. Wiedziałam jednak, jak poważną sprawą jest poród, zwłaszcza że rodziłam przez cesarskie cięcie, w wyniku czego zostały przecięte mięśnie.

Tak jak sobie obiecałam, tak zrobiłam.

Po 5 tygodniach otrzymałam oficjalną zgodę na wstęp do rozpoczęcia aktywności fizycznej. Przez ten okres próbowałam ogarnąć całą tę sytuację. Nie zwracałam wtedy uwagi na swój wygląd: dres stał się moim najlepszym przyjacielem, podobnie jak na szybko związane włosy w kok i rozmazany podkład na twarzy.

Kiedy Tymek skończył 10 dni przeniosłam się do Gdańska, aby być bliżej męża i tam liczyć niestety tylko na jego pomoc. Było ciężko, bo sama w obcym mieście musiałam znieść trudy nowej sytuacji i pogodzić się z wszystkim tym, z czego musiałam zrezygnować. Metodą prób i błędów, dzień po dniu starałam się, aby synek miał to, czego potrzebuje. Na plus było to, że praktycznie w ogóle nie siedziałam w domu. Potrafiłam spacerować blisko 5 godzin dziennie.

 

Tydzień 6 – 7

Tydzień szósty rozpoczęłam od ponownego spotkania z uregineklogiem, aby dowiedzieć się, że moje mięśnie proste brzucha praktycznie się zeszły, jednak aby usprawnić ich funkcjonowanie, zaczęłam oklejać brzuch i bliznę tejpami.

Generalnie ciąża zmieniła moje podejście do ciała. Nigdy wcześniej nie zwracałam uwagi na mięśnie dna miednicy. Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się tak głęboko nad tym jak stoję, jak wstaję i jak podnoszę przedmioty z napięciem tych mięśni. Uwielbiam świadomą pracę z ciałem, dlatego uważam, że ciąża dała mi możliwość lepszego poznania tego, jak ono funkcjonuje.

W tych tygodniach zaczęłam oprócz spacerów wykonywać ćwiczenia na korekcję mojej postawy. Kobiety po ciąży mają rozciągnięte mięśnie brzucha przez co odcinek lędźwiowy jest napięty, a od stałego pochylania się nad maluszkiem i zwiększonej objętości piersi, mięśnie klatki piersiowej są przykurczone, przez co się garbimy. Zmieniłam też garderobę, a raczej ograniczyłam się do szerszych koszulek. Nigdy nie miałam odstającego brzucha i szczerze mówiąc ciężko mi to zaakceptować.

W tym okresie zrobiłam blisko 80 km marszu! Marsz to najlepszy trening dla moich „uszkodzonych” mięśni brzucha. Nigdy nie przypuszczałam, że spacerowanie będzie dla mnie tak ogromnym wysiłkiem, dlatego też często ucinałam sobie drzemkę z moim synem.

 

 

Tydzień 8 – 10

Zwiększyłam intensywność! Wykorzystałam ofertę klubów fitness i rozpoczęłam zajęcia dla „aktywnych mam”, na które można przyjść ze swoim maluszkiem (nie lubię ćwiczyć w domu). To świetne rozwiązanie, ale są pewne zastrzeżenia:

  • zawsze inne dziecko może obudzić twojego śpiącego maluszka (stosowałam słuchawki wygłuszające),
  • istnieje możliwość, że Twój maluszek przerwie Ci trening,
  • zwróć uwagę, aby nie wykonywać podskoków i dynamicznych ćwiczeń (nie jest to jeszcze wskazane).

I to własnie są najczęstsze wymówki 🙂 Wiesz co ja robię, aby jak najbardziej zwiększyć szansę na wykonanie pełnego treningu?

  • Karmię maluszka 30 minut przez zajęciami (w galeriach są świetne pokoje dla matek z dziećmi).
  • Kupiłam słuchawki wygłuszające.
  • Zabieram matę w razie, gdyby się obudził, a chciał poleżeć.
  • Trzymam dziecko w wózku, aby kolorowe światła go nie rozproszyły.
  • Kiedy się obudzi i nie chce spać, nie mam do niego pretensji, tylko dziękuję za jakikolwiek czas dla siebie 🙂

Dwa razy wykonałam też trening w terenie.

Podczas pierwszego upatrzyłam sobie miejsce, gdzie mogę wykonać kilka ćwiczeń i spacerowałam tak długo, aż mój maluszek poszedł spać. Wykonałam wtedy trening z gumami oporowymi (zobacz trening). Innym razem wykonałam trening z wózkiem, gdzie nie musiałam specjalnie się do tego przygotowywać. Jestem zadowolona z tego, że zrealizowałam założony plan, jeżeli chodzi o aspekt ruchowy, natomiast dalej nie dotarłam do galerii na zakupy modowe czy do kosmetyczki, aby wykonać zabiegi pielęgnacyjne. Tak jak mówiłam: coś za coś.

Dieta? Od momentu narodzin synka nazwałabym to raczej próbą zdrowego odżywiania. Tak! Nazywam to „próbą”, bo niekiedy łapię się na tym, że podczas dnia zjadłam zaledwie 3 posiłki. Absolutnie nie mam zamiaru się odchudzać. Tego robić nie wolno! Karmię piersią, a więc z tego powodu już jestem na ujemnym bilansie, a to, że karmię, sprawia, że odżywiam się po prostu lekko. Czasem po prostu brakuje czasu… ale Ty to już pewnie znasz 🙂

 

W kolejnym wpisach poruszę temat „organizacji dnia”, o ile taka w ogóle istnieje w życiu zabieganych mam. Oczywiście wiem, że się da, ale ku temu potrzeba dużo samozaparcia i wcześniejszego planowania. Tydzień 11 to również start nowego wyzwania, które rzuciłam na Instagramie „30 dni zdrowego odżywiania”. Szykuj się na zdjęcia fit inspiracji z mojej strony!

Jeżeli chcesz być ze mną na bieżąco, zapraszam na mój Instagram. Codziennie opowiadam o tym, jak mi idzie i motywuję innych do zmiany.

 

Zobacz również:

Loading...