Cześć!

Ojej, co to był za tydzień! To, co się działo w przeciągu ostatnich kilku dni przeszło moje najśmielsze oczekiwania! Jednak zanim przejdę do sedna, pozwól, że w wielkim skrócie opiszę to, co działo się w pierwszej połowie ubiegłego tygodnia…

 

Leń, leń i jeszcze raz leń… A dlaczego?

Zerknij, co działo się we wcześniejszym tygodniu i sama przyznaj, że miałam prawo trochę poleniuchować.

Pierwsze dwa dni poświęciłam odpoczynkowi i spotkaniom z rodziną oraz przyjaciółmi. Mogę powiedzieć, że moją pracę w mediach społecznościowych ograniczyłam do minimum i cieszyłam się spokojem, na który pozwalał mi całkowicie wyciszony telefon. Nie przypuszczałam, że przyjdzie mi to tak łatwo – przecież każda moja nieobecność powoduje, że „zasięgi” spadają, przez co moje wpisy są mniej widoczne dla Was (taka okrutna polityka Facebooka).

Mogłabym nad tym ubolewać, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Trzeba wiedzieć, w którym miejscu należy postawić granicę. Z dnia na dzień przekonuje coraz bardziej, że nie ma sensu zajmować się pracą, kiedy Tymuś jest pod moją opieką.

Dlaczego?

Często kiedy zacznę pisać jakiś artykuł, jestem szalenie zainspirowana i potężnie zmotywowana, synek nagle się budzi lub potrzebuje zabawy. Postanowiłam więc pracować, kiedy idzie już spać, więc wiedz, że to co teraz czytasz wymagało ode mnie dużego wysiłku.

Wierzę jednak w to, że „ciężką pracą” można spełniać marzenia, a moim jest studio metamorfozy, dlatego będę działać tak długo, aż uda mi się osiągnąć ten cel.

Cały czas uczę się lepiej organizować swój dzień i póki co w tym celu korzystam z tego wpisu. Mam nadzieję, że wkrótce podzielę się z Tobą kilkoma kolejnymi cennymi wskazówkami.

Niestety w tym tygodniu od samego początku wiedziałam, że uda mi się zrealizować tylko jeden trening, dlatego postanowiłam skupić się na odżywianiu. To zadanie jednak okazało się nie lada wyczynem, gdyż od czwartku do niedzieli spędziłam po 9 godzin w szkole! Pamiętasz jak wspominałam o rozpoczęciu edukacji? Studia podyplomowe Coaching i Mentoring rozpoczęłam od zjazdu z treningu interpersonalnego.

Chciałabym móc podzielić się z Tobą moimi głębszymi przeżyciami, jednak mamy z grupą umowę, że to, co działo się w tych czterech ścianach, zostaje tam.

 

Emocjonalnie rozwalona na łopatki

Opowiem Ci tylko tyle, że zajęcia odbywały się wśród 18 nowych osób, często na bardzo wysokich stanowiskach. Ludzi otwartych na innych, na swoje emocje i na emocje innych, bo trening interpersonalny to właśnie „praca na emocjach”.

O co dokładnie chodzi? To bardzo trudne do wytłumaczenia! Ja sama podczas pierwszego dnia zupełnie nie wiedziałam co się dzieje. Co ja mam oglądać? Do kogo są skierowane te pytania? O czym oni właściwie mówią?

MAGIA…

To moje pierwsze takie szkolenie, podczas którego przez 9 godzin ani razu nie pomyślałam o śnie. Siedzisz sobie na materacu i dzieje się wtedy bardzo wiele. Rozmawiamy o emocjach, obserwujesz siebie, jak się czujesz z tym, co mówią inni, jakie uczucia przechodzą przez Ciebie, wsłuchując się w prywatne opowieści uczestników.

Zawsze mówi tylko jedna osoba, a reszta słucha. Nigdy nie mówisz w imieniu innych, mówisz tylko za siebie. Masz milion nowych przemyśleń w głowie. Poznajesz kilkanaście różnych punktów widzenia jednaj sytuacji. Dowiadujesz się o swoich słabych punktach. Wiesz, co sprawia Ci trudność w komunikacji z innymi. Widzisz swoje mocne strony, które należy pielęgnować, ale też dostrzegasz te słabe, które musisz opracować w swojej głowie.

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką pracą! Nigdy wcześniej przez 4 pełne dni tak mocno nie przyglądałam się sobie. I wiesz co? Może to zabrzmi egoistyczne, ale prawda jest taka, że aby być uważnym na potrzeby innych, najpierw musisz być zwracać uwagę na swoje potrzeby.

Wiesz co mnie najbardziej ujęło?

Relacje międzyludzkie, które tam się pojawiły. Zarówno ja, jak i pozostali uczestnicy, zdaliśmy sobie sprawę, jak mało wartościowe są nasze znajomości z innym. Nie zrozum mnie źle! Mam rodzinę i przyjaciół, których bardzo cenię jednak teraz wiem, co mogę zrobić, aby nasze rozmowy wnosiły dużo do serca drugiego człowieka.

Zdałam sobie też sprawę jak wiele czasu marnuję na odczytywanie wiadomości grupowych do których z racji szalonego trybu dnia z maluszkiem nie jestem w stanie się odnieść się na bieżąco. Mam wrażenie, że coś mi ucieka! Tematy przewijają się jeden po drugim, a ciągle przychodzące powiadomienia wybijają mnie z rytmu lub przerywają zabawę z maluszkiem.

Co postanowiłam?

– stawiam na spotkania face to face z rodziną i przyjaciółmi i chce dać im 100% mojej uwagi,

– na grupy związanych z moją pracą organizuję czas wieczorem lub rano i jest to maksymalnie 30 minut,

– wypisałam się z grup, na których i tak się nie udzielam.

I wiesz co ? Poczułam jeszcze większy spokój i odnoszę wrażenie, jakbym realizowała więcej zadań niż dotychczas. Może i Ty spróbujesz?

 

Na zakończenie tego tygodnia, aby uwolnić swoje emocje w środowisku sportowym, wybraliśmy się z Tymusiem na mecz. I, drogie mamy, powiedzcie mi, kto wymyślił taka rozmiarówkę dla dzieci? W kombinezonie 62 cm wygląda jakbym zrobiła źle pranie i skurczyła go w pralce, a w 68 cm wygląda jakbym miał kombinezon po starszym bracie.

Do przeczytania w kolejnym tygodniu!

Pamiętaj, że zawsze możesz być z mamusiami na bieżąco i dołączyć do nasz grupy FIT MAMA. Jeżeli jesteś przyszłą mamą, również serdecznie Cię zapraszany. Na pewno zainspirujesz się naszymi doświadczeniami.

 

 

 

Loading...