Cześć!

Czy jest taka możliwość, że po raz pierwszy zetknęłaś się z wpisem z cyklu „Moja przemiana”? Jeśli tak, to koniecznie zerknij na teksty z poprzednich tygodni mej osobistej metamorfozy, która wiąże się nie tylko ze zmianą sylwetki po ciąży, ale tak naprawdę całego mojego życia i jego organizacji.

Dziś z kolei omówię tylko jeden (jednak bardzo ważny) temat, a konkretnie… Jak planujemy opiekę nad naszym synkiem?

Tak, dobrze widzisz! Nie tylko ja opiekuję się naszym maleństwem i wcale nie wstydzę się o tym mówić na głos, ponieważ wiem, że moje dziecko jest o wiele szczęśliwsze, gdy jego mama tryska energią i wyśmienitym samopoczuciem.

Moje życie niedawno obróciło się do góry nogami. Zanim Tymek przyszedł na świat, byłam osobą, która pół dnia spędzała w pracy (i to nie z przymusu a pasji), później wykonywała trening, a do wieczora zajmowała inspirowaniem innych do zmiany stylu życia na ten bardziej aktywny. Każdą wolną chwilę wykorzystywałam na czytanie książek i edukację. Wieczory spędzałam z mężem, najczęściej relaksując się podczas ciekawego filmu lub po prostu rozmawiając. Weekendy z kolei stały pod znakiem interesujących i niezwykle rozwijających podróży. Generalnie robiłam tylko to, co zbliżało mnie do moich celów – każdego dnia pracowałam nad tym, aby mój dzień był maksymalnie wykorzystany i uwielbiałam moją zadaniowość!

Teraz jest zupełnie inaczej i z Zosi samosi stałam się osobą, która potrafi poprosić o pomoc.

Obalam mit, że matka musi być przy swoim dziecku 24 godziny na dobę. Zadaję wszystkim pytanie: czy coś się temu dziecku stanie, jak nie będzie widział mamy przez kilka godzin? Czy więcej da mu mama, która naładuje baterie czy ta, która już ostatkiem sił wymyśla kolejną zabawę?

Nie boję się głośno mówić o swoich poglądach, gdyż głęboko wierzę, że każda matka powinna robić to, co podpowiada jej serce, a wtedy każdy będzie zadowolony. Nie mówmy kobiecie, co ma robić i jak postępować, bo nigdy nie wiemy, co ona czuje wewnątrz i z czym się musi zmagać.

Proszę nie odbierać tego jako groźby 😉 Ja po prostu chcę z całego serca chce wesprzeć te mamy, które myślą podobnie do mnie. I korzystając z okazji… Czy dołączyłaś już do naszej grupy Fit Mama?

A teraz w końcu przejdę do głównego tematu tego wpisu, a więc jak planujemy opiekę nad synkiem? Liczę na to, że moje doświadczenia nieco Cię zainspirują i pomogą Ci zorganizować Twój dzień.

 

1) Tak wygląda nasz plan

 

2) Nie zawsze jest tak kolorowo… 😉 

Sam powyższy plan zajął nam blisko 3 godziny, a że oboje mamy rzeczy, które koniecznie chcemy wykonywać, to znaleźć złoty środek bywa naprawdę ciężko. Zdradzę Ci nawet, że nigdy nie obchodzi się to bez kłótni czy kilkunastominutowej ciszy 😉 Czasem, jak to kobieta „strzelam focha” i mam już dosyć tego całego harmonogramu, ale po krótkim czasie nachodzi mnie myśl, że przecież musimy dojść do porozumienia.

 

3) Jak w praktyce dzielimy się opieką nad dzieckiem?

  • Zaznaczam weekendy, kiedy muszę być w Gliwicach (studia podyplomowe) i szczepionki.
  • Zaznaczamy mecze męża.
  • Określamy w jakim mieście będziemy razem (Gdańsk czy Gliwice), a gdzie osobno i staramy się spędzać jak najwięcej czasu wspólnie.
  • Jeżeli są dni wolne od pracy męża, planujemy jakieś wycieczki (wiadomo, że ja łatwiej dostosuję swój harmonogram pracy, jako że pracuję głównie z domu).
  • Z dużym wyprzedzeniem załatwiam opiekę nad Tymkiem w dni, kiedy mam szkołę.
  • Ustalamy dni na pewne z góry umówione wizyty (fryzjer, kosmetyczka, dentysta itp.)
  • Daję znać mojej grupie z projektu Fit Przemiana, kiedy będę na miejscu i kiedy możemy się spotkać.
  • W dni, kiedy jesteśmy w Gdańsku, zakreślamy harmonogram pracy męża i ustalamy, w które dni chciałabym wyjść na trening, a kiedy potrzebuję trochę czasu na inne rzeczy (tutaj ja muszę się dopasować i w razie nadgodzin męża po prostu odpuścić).
  • W dni, kiedy jestem w Gliwicach z góry na cały tydzień umawiam się z dziadkiem, babcią czy siostra, w które dni będę potrzebowała ich pomocy (wtedy mogę zaplanować wizytę u kosmetyczki, trening czy nagrywanie materiałów dla moich czytelników. Nie, nie, nigdy sobie nie leżę bezczynnie ;)).
  • W Gdańsku zaznaczamy dzień, kiedy ktoś koniecznie musi mieć dostęp do auta (często swój samochód po prostu zostawiam w Gliwicach, bo podróżujemy pociągiem).
  • W między czasie dwa razy się pokłócimy 😉
  • Na koniec przybijamy sobie piątkę i jesteśmy oboje zadowoleni, bo każdy musiał gdzieś się ugiąć, aby coś zyskać.

 

Ciekawa jestem, jak u Ciebie to wygląda, może i Ty mnie czymś zainspirujesz. Koniecznie podziel się w komentarzu swoimi doświadczeniami!

 

A jeżeli chcesz być ze mną trochę bliżej, to zapraszam do zapoznania się z poniższymi zakładkami:

Loading...